Czy Bóg potrzebuje ofiary?

Ewangelia Św. Jana rozdziały: 18-19 – opis pojmania, męki i śmierci Chrystusa

Czy śmierć Chrystusa to porażka? Czy to największa w świecie przegrana? Jak lubią mówić ateiści… A może nie mogło być inaczej? Może Jezus MUSIAŁ umrzeć, jak naucza większość teologów? Co sądzicie o wydarzeniach Wielkiego Piątku? Jakie znaczenia dla nas dzisiaj ma śmierć Chrystusa?

Tradycyjna teologia chrześcijaństwa zachodniego (zarówno rzymskokatolicka, jak i protestancka) bardzo rozbudowała temat mesjańskiej ofiarniczej męki Jezusa. Warto dzisiaj, moi Drodzy, zauważyć że jedynie ofiarniczy sens męki Jezusa może prowadzić do błędnych teologicznych implikacji obrazu Boga, jako tego, którego należało przebłagać przez krew i ofiarę krzyżową by uratować ludzkie istnienia od grzechu i kary. Warto tą dosyć smutną wizję Boga zestawić ze starotestamentowymi objawieniem z księgi Proroka Ozeasza 6,6, gdzie Bóg mówi do ludzi: Gdyż miłości chcę, a nie ofiary, i poznania Boga, nie całopaleń.

Czy mówi to ten sam Bóg, który potrzebuje ofiary Chrystusa, aby kochać, przebaczać i okazywać łaskę Tobie i mnie? Warto się nad tym zastanowić dłużej.

Moi Drodzy, jak więc rozumieć zbawienie w Chrystusie? Jeżeli nie jedynie jako ofiarę przebłagalną?

Zbawienie, jakie mamy w Mesjaszu, to nie tyle jednostkowy akt śmierci na krzyżu, ale daleko więcej. Zbawienie jakie daje nam Jezus to całokształt Jego życia: działań, misji, nauczania, przykładu. Tym samym zbawczy charakter misji Jezusa polega na wyrwaniu ludzi z mocy zła, z niewoli egoizmu, nienawiści i wrogości względem siebie nawzajem i zła względem otaczającego nas świata. Dokonuje się ono nie mistycznie poza samym człowiekiem, lecz właśnie w nim, w poszczególnym uczniu Chrystusa, i polega na naśladowaniu Jezusa w czynie, słowie, postawie i wartościach. Na tym właśnie polega wiara, a nie na zbiorze poglądów czy definicji.

Wiara i zbawienie ujęte w sposób dynamiczny, zgodnie z nauczaniem Ewangelisty Jana, staje się udziałem wierzącego natychmiast, tu i teraz, ale rozwijając się i dopełniając ku przyszłemu zmartwychwstaniu. Tak więc przejście ze śmierci do życia dokonuje się w chwili pełnego wiary słuchania, przyjmowania słów Jezusa, ale może nawet jeszcze bardziej – w naśladowaniu Go.

Moi Drodzy, historia pojmania i skazania Jezusa w Ewangelii Jana jest ironicznym ukazaniem jak religijność ludzka może służyć złu i nieprawości, jak zamyka się na dobro bliźniego i na prawdę, by „literą Prawa” dokonać zbrodni na niewinnym człowieku. Z jednej strony przypomnijmy, że religijni Żydzi szykują się właśnie do jednego a najważniejszych swoich świąt religijnych (święto Paschy), starając zachować czystość religijną (np.nie wchodzenie do domu pogan, tutaj – pałacu Piłata, lub nakaz zakończenia sporu przed zachodem słońca), a jednocześnie moralnie dają przykład skrajnemu zakłamaniu, starając się zabić niewinnego człowieka. Głównym zarzutem Żydów wobec Jezusa jest bluźnierstwo (por. 19,7), zaś argumentem, jaki usprawiedliwia czyn morderstwa jest posłuszeństwo wobec zakonu. Tu znowu widać ironię, że posłuszeństwo zakonowi (czyli prawu od Boga) wzbudza gorliwość oponentów Jezusa do czynienia zła, a nie do posłuszeństwa Bogu – czyli do czynienia dobra.

Postawa Jezusa, jaką widzimy podczas jego pojmania i ukrzyżowania, wyróżnia się spośród postaw zarówno Żydów, Piłata, uczniów Jezusa oraz innych świadków danych wydarzeń. Jezus zdaje się być zarówno pozbawiony złudzeń, co do swoich religijnych wrogów, jak i dystansuje się od sporów toczących się między Piłatem, a Żydami. Jezus staje po stronie prawdy (18,37) i światła, nie szukając własnej chwały, tylko chwały Ojca. Uczy wszystkich lekcji pokory i sprawiedliwości, której to lekcji nie rozumieją zarówno religijni Żydzi, jak i uczniowie (w osobie Piotra). Prawda i światło, które reprezentuje Jezus są prawdziwym egzaminem zarówno dla religijnych przedstawicieli narodu wybranego, jak i dla namiestnika cesarza. Nikt jednak nie staje po Jego stronie. Nikt nie staje po stronie prawdy. I to jest prawdziwa porażka, moi Drodzy, ale nie porażka Chrystusa, co porażka nas, ludzi. Porażka ludzkiej religijności, porażka ludzkiej natury. Porażka nas wszystkich.

Zobaczcie, że Jezus nie jest milczącą, zalęknioną i wycofaną ofiarą spisku. Odważnie wytyka błędy swoim przeciwnikom podczas przesłuchań, obnażając ich zakłamanie, obłudę, ukryte złe motywy działań.

Koszt podążania za Światłem

Moi Drodzy, to, co najświętsze i największe w Chrystusie, spotkało się z ludzkim odrzuceniem. Jezus ponosi konsekwencję własnej wierności Bogu i miłości do człowieka. Krzyż jest konsekwencją Jezusowego braku fałszu, konsekwencją jego kontrowersyjnej nauce, która gorliwie głosi łaskę, sprawiedliwość, dobro dla bliźniego. Warto wspomnieć, że Jezus wielokrotnie konfrontuje się z ówczesną kulturą podziałów na „lepszych i gorszych”, zarówno w społecznym aspekcie ekonomicznym, narodowościowym i religijnym (por. 10,31). Jego nauka dobrej nowiny i Królestwa Bożego wzbudza sprzeciw i oburzenie (por. 15,17-27). Mesjasz nieustanie dekonstruuje ludzkie osądy i religijność opartą o dążenie do przywilei, władzy, kosztem bliźnich. Jezus krytykuje zło i ludzką skłonność do czynienia zła (por. 3,19).

Dar z siebie

Jezus w opisie męki Czwartej Ewangelii przede wszystkim jawi się jako ten, który dobrowolnie oddaje się w ręce swoich wrogów. Widać to już w pierwszej scenie, w  której wychodzi naprzeciw grupie prowadzonej przez Judasza (por. 18,1-4). Gotowość do oddania siebie jest znakiem wolności, symbolem ludzkiego spełnienia, życzliwości i miłości. Życie i śmierć Jezusa są darem dla całego świata (por. 17,19). Dzięki naśladowaniu Jego życia każdy może się stać tym, kim powinien być wedle zamysłu Boga – czyli miłującym i odpowiedzialnym człowiekiem. Zatrute egoizmem i lękiem ludzkie istnienie Chrystus potrafi przemienić na nowe, lepsze, bardziej ludzkie siłą własnego istnienia, najbardziej bezinteresownego i wolnego (por. 15,13).

 Ironia wydarzenia skazania Jezusa i jego męki ukazuje, jak ci, którzy osądzili Jezusa, sami zostają osądzeni poprzez własne czyny, świadczące o zakłamaniu, zawiści i obłudzie. Skazanie Jezusa, okazuje się paradoksalnie Jego wywyższeniem i wypełnieniem proroctw, które wskazują, że ludzki sąd dokonał się na Synu Boga, czyli też na samym Bogu. Tragedia wydarzeń biczowania, męki, krzyża jest kresem starej religijności, otwierając drzwi nowej epoki, kiedy Bóg stworzy w swoim stworzeniu „nowe serce”. Przychodzi nowa era – era nowego stworzenia, nowego narodu wybranego – Kościoła. Ten, który został odrzucony, staje się królem, Panem. Miłosierdzia chcę, a nie ofiary jest zapowiedzią, że nowa religijność oparta będzie nie na kulcie prawnym, lecz zasadzie miłości.

Warto zadać sobie dzisiaj pytanie: Czy nasza wiara jest „starą” religijnością? Gotową w imię świętych praw podeptać drugiego człowieka, czy też gotowi jesteśmy naśladować Chrystusa, tak by łaska, miłość i dobro, zmieniały nas i świat wokół nas, dzięki działaniu Boga w nas?

Niech w tych rozmyślaniach prowadzi nas prawda i wiara. Amen.

~~~~~~~~

Natchnieniem kilku moich myśli w tym kazaniu była lektura książki ks. Wacława Hryniewicza, Chrześcijaństwo nadziei, Kraków 2002.

Dziekuję Mistrzu! 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kazania. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Czy Bóg potrzebuje ofiary?

  1. Kazimierz pisze:

    Szanowna Pani! Pisze Pani na temat prawdy. A co to jest prawda? – pytanie, które płynie z Biblii. Myślę, że odpowiedź dał nam bliżej nieznany mi osobiście pastor z Gniezna, a raczej niemieckiego Gnesen, który na drzwiach obecnego kościoła poewangelickiego (garniznonowego) przy ul. Bolesława Chrobrego w języku niemieckim dał pewną zagadkę teologiczną dla wierzących, nad którą, według wszelkiego prawdopodobieństwa, tylko ja się pochyliłem (brak jakiegokolwiek opracowania naukowego tematu). Jedna myśl teologiczna zapisana w przepięknych medalionach jest tutaj taka: żyjemy jeszcze w nocy wiary, tak jak w noc przed swoją męką Jezus ustanowił Najświętszy Sakrament, tak jak w nocy Nikodem zapytał się Chrystusa: co ma uczynić by otrzymać życie wieczne? Wiemy jednak, że nastąpi kiedyś dzień Pański i nasza wiara stanie się rzeczywistością. Stąd cała nasza droga życiowa jest drogą nawrócenia, poprzez dziękczynienie królowi, jemu poddanym i wszystkim pozostałym – którzy modlili się o moje nawrócenie, poprzez chrzest św. (tak to już jest, że kto nie będzie ochrzcony z wody i ducha, ten nie wejdzie do Królestwa Bożego). Wychwalając Boże przybytki (Zebaoth), mam w Jego świątyni modlić się psalmami i pieśniami pełnymi ducha, by w ten sposób dojść do ludzkiej eschatologii. Serdecznie Panią pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *