chilli life

Ostatnio pewien osobnik próbował mi nacisnąć na odcisk, bowiem moje poglądy i osoba budzą czasem kontrowersję i są w naszej polskiej kulturze nieco „na opak” lub „pod prąd”. Tak więc jemu nie odpowiada odmienność i próbował mi „dopiec”. Ciekawym, że akurat robił to nie wprost i w dodatku nie dotykając sedna swoich uprzedzeń, a jakby „obok”. Nie przepadam, za takim „owijaniem” lub „labiryntowymi zagadkami”. Nie trudno bowiem w takiej sytuacji zgadnąć „o co na prawdę chodzi”, a jednak dyskusja (może i jałowo) kręci się gdzieś obok…

Póki więc ktoś nie ma odwagi się skonfrontować, ja nie daję się skompromitować. Ot i tyle.

Jednak taka sytuacja, których w życiu mnie jeszcze spotka wiele, skłoniła mnie do zastanowienia się nad życiem ludzi, których bym nazwała „dziećmi rewolucji”.

Z jednej strony to życie pełne ideałów wychodzących poza to, co doświadczalne na co dzień. Jakby wyprzedzanie zdarzeń, życie marzeniami. Brzmi to nieco sielankowo, ale psychoterapeuta by od razu widział tu pewien konflikt, który może się wyrażać psychosomatycznie.

Jeżeli ktoś myśli, że to życie ideałami jest łatwe, niech wie, że podobne jest do zjadania z tortu tej wisienki, która jednak okazuje się ku naszemu zdziwieniu …gorzka!

Życie takie to próba wypicia płynnej czekolady z dużą szczyptą chilli. Niby słodkie, a pali podniebienie!

Trudno wyobrazić sobie historię ludzkości bez tych szalonych ludzi, którzy chcieli swoją codzienność przybliżyć marzeniom. Ich życie poświęcone było rewolucji. I w ogniu rewolucji (dosłownie lub w przenośni) spłonęli.

Koszt marzeń bowiem może okazać się wysoki.

Czy jednak można żyć bez tych marzeń? Czy można nie mieć powołania? Czy można zrezygnować z własnych przekonań by ulec konformizmowi?

Można. Ale co to za życie… 😉

Wychowałam się w środowisku fundamentalistów, sama więc nie chcę być fundamentalistką. Nie da się jednak podobać wszystkim, zawsze więc znajdzie się jakiś fundamentalista, któremu coś się nie spodoba i rzuci się na nas z zębami, czy widelcem, tylko dlatego że nie może przeżyć odmienności.

Moje podejście to teologii feministycznej czy teologii w ogóle jest reformistyczne, a nie radykalne (rewolucjonistyczne), jednak dla jednych będę zbytnio liberalna, dla drugich zbyt rewolucyjna…

Nie raz więc trzeba będzie zjeść tą chilli lub i …całego widelca! 😉

Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuły, notatki i blog. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „chilli life

  1. Krzysztof pisze:

    Dobry wieczór!

    Zaglądam na blog od niedawna, ale całym sercem popieram to, co Pani robi.
    Jako komentarz do wpisu proszę przyjąć dwie wariacje na temat anegdot autorstwa A. de Mello, który sam miał ostro pod górkę. Wariacje moje, bo nie pamiętam już dokładnie treści, sens – tak, sprawdzić teraz nie mogę, a podzielić się potrzebę mam 😉

    I.
    Pewien uczeń żalił się kiedyś:
    – Mistrzu, nie mogę dłużej znieść tego, że wszyscy się ze mnie naśmiewają i wytykają mnie palcami.
    -Cierpliwości, za jakieś 20-30 lat wszystko będzie dobrze.
    -Zaczną mnie w końcu szanować?
    – Nie. Ale do tego czasu zdążysz się przyzwyczaić.

    II.
    Pewnemu uczniowi doskwierało, że jego nauczyciel był przedmiotem drwin w okolicy ze względu na wierność niepopularnym przekonaniom. Pewnego dnia odważył się zapytać:
    – Mistrzu, jak sobie radzisz z tym, że wszyscy wokół mają cię za dziwaka i nie okazują ci szacunku?
    Na to stary odpowiedział:
    – Tylko wtedy możesz być pewien słuszności swojej postawy, jeżeli tysiąc pobożnych mężów ma cię za łajdaka i świętokradcę.

    Serdeczności!
    Krzysztof

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *