Trudne początki

Witajcie!
Stało się! Jestem najbardziej poszukiwaną myszą w  mieście! Szuka mnie cała szczurza policja! Stałem się przyczyną strasznej „zadymy” i teraz już moje życie nie jest tak proste i tak bezpieczne. Nie przyznaję się publicznie, gdzie przebywam, więc wam również nie mogę zdradzić, że ciągle ukrywam się w kościele, tylko w dziurze bliżej prezbiterium.
Początek całego zamieszania był niewinny, zupełnie taki jak ja. Kiedy stary szczur zabronił nam przychodzić na agapy po nabożeństwie, ostro zaprotestowałem. Nieco mnie poniosło i wygłosiłem przemowę do przypadkiem zebranych myszy z sąsiedztwa. Nie wiedziałem, że za moimi plecami, tuż na wyciągnięcie ogona stał ów nasz stary szczur. Ach ten nieszczęsny ogon! By bardziej podkreślić swoją piękną i głośną wypowiedź, na znak że słowa przekuwam na czyny, chwyciłem leżący tuż obok kawałek makaronu i publicznie wbiłem w niego swoje urocze zęby. Na moje nieszczęście okazało się, że nie jest to makaron, lecz właśnie ogon naszego starego szczura. Od tego momentu wszyscy mnie uwielbiają. Stałem się prawdziwym celebrytą. Każdy mi gratuluje niezwyklej odwagi i rewolucyjnego podejścia do życia. Podobno dzięki mnie zmieni się los wszystkich myszy. Niewiele z tego zamieszania rozumiem. Jedno wiem, że ścigają  mnie inne szczury, a moja wiara silnie wzrosła. W końcu odkryłem, co to znaczy nieustannie się modlić. Jedynie Bóg może uratować mnie przed zemstą szczurów. Na szczęście mieszkam w kościele, więc myślę, że jestem choć parę kroków bliżej do Boga. Chociaż mój sąsiad, który mieszka tu dłużej powtarza mi, że Bóg jest wszędzie, więc na pewno zagląda też do mojej ciasnej dziurki, z której ostatnio rzadko się wychylam.
Wiem, że wszystko, co mowiłem było dobre, ale pewnie nie miałbym tyle odwagi by mówić o tym wszystkim przy tym okropnym szczurze. To wyraz niezwykle głębokich i ważnych przekonań, by móc się  sprzeciwić większym i silniejszym. Ale podobno warto walczyć o coś dobrego, bo wtedy jest po naszej stronie Bóg, który  nie boi się ani szczurów, ani nawet kotów, ani wielkich ludzi. Przyznam się, że w tym całym moim dramacie jedynie Bóg jest ze mną. Wszystkie myszy mi powtarzają, że również są ze mną. Codziennie słyszę: „Ek, jesteśmy z tobą!”. Niestety przy najmniejszym szeleście, czy przy najmniejszym podejrzeniu, że zbliża się jakieś niebezpieczeństwo – uciekają szybciej niż kiedykolwiek wcześniej.
Podobno każdy reformator doświadcza samotności. Podobno również wszystkie początki bywają trudne. Ale w moich małych kościach czuję, że to dobry początek pozytywnych zmian. Za tydzień mamy poczęstunek po nabożeństwie. Wtedy okaże się, czy mój wyczyn przyniósł owoce i będziemy mogli swobodnie zjeść resztki i smakowite ciasteczka. Jednego jestem pewien – na wszelki wypadek, nie będę podgryzał żadnego makaronu.

~ Mysz „Ek”, wrzesień 2012.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Mysz Kościelna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *