Serce większe od myszy

Witajcie Moi Drodzy!

Właśnie wracam od mysiego kardiologa (to taka mysz, która się zajmuje sercem i się na nim zna). Okazało się bowiem coś niezwykłego – otóż mam za duże serce. Nie wydaje mi się, że to jakiś problem dla mnie osobiście. Ale inne myszy wysłały mnie właśnie do lekarza martwiąc się, że się ze mną dzieją niezwykłe rzeczy. Zaczęło się całkiem niepozornie. Do mojego wielkiego domu, którzy wszyscy nazywają „Kościołem” przyjechał jakiś wyjątkowy gość. Podejrzewam, że to jeden z tych, co ich nazywają „celebrytami” w telewizji u sąsiadów. Wszyscy mówili o nim i wszyscy się nim zachwycali, miał na imię „Ewangelista”. Słyszałem, jak mówił, że należy wyznać swoje grzechy i przyjąć Jezusa do swojego serca. Nie wiem, co to „grzechy”. Ludzie, którzy stali nade mną długo coś szeptali. Niewiele rozumiałem. Potem Ewangelista mówił, by się modlić razem z nim specjalną modlitwą. Powtarzałem słowa i bardzo chciałem, aby Jezus zamieszkał w moim sercu. Kiedy już wszyscy poszli z Kościoła i kiedy już zjadłem wszystko, co zostało po spotkaniu z herbatką, pobiegłem do innych myszy, mieszkających w sąsiedztwie. Kiedy mysz Stefan dowiedział się o moim „nawróceniu”, zwołał wszystkie myszy z okolicy. Dostałem reprymendę i pouczenie, że zwierzęta są wszystkie wierzące i nie muszą się nawracać. Podobno tylko ludzie są grzeszni, a my – zwierzaki, wszyscy służymy swoim życiem Bogu i nikt nie zadaje głupich pytań, czy Bóg istnieje. Poza tym nakrzyczeli na mnie, że mieszkanie w Kościele mnie psuje i za bardzo naśladuję ludzi, co może tylko zaszkodzić. Jak tak dalej będę postępował, mogę rzeczywiście potrzebować nawrócenia. Jeszcze nie wiem, na czym te „nawrócenie” polega, ani nie rozumiem dlaczego się tak wszystkie myszy oburzyły. Zgadzałem się, ze wszystkim, co mówił Ewangelista, cóż złego, że chciałem doświadczyć „zbawienia” o którym mówił?

Spotkanie z myszami skończyło się niesmakiem, ale mimo wszystko byłem jakiś lekki i szczęśliwy, po moim „nawróceniu”, więc z dobrym humorem wróciłem do domu. Od tamtej pory minęło parę ładnych miesięcy i ciągle myszy się mnie czepiają. Wszyscy twierdzą, że mam „za duże serce”, że postępuje nie jak inne myszy. Też się zacząłem martwić, co oznacza, że mam za duże serce? Czy się we mnie mieści, skoro ciągle rośnie? Chyba mam za małą główkę na tak poważne dylematy… Wywnioskowałem dwa miesiące temu, że moje serce mieści się teraz też w brzuchu, bo zrobiłem się całkiem okrąglutki przez jesień i zimę. Niestety z wiosną mój brzuszek znacznie się zmniejszył i okazało się, że jednak w brzuchu serca nie mam. To więc gdzie się ono teraz mieści, skoro jest „większe”, jak twierdzą inni?

Oto z tym problemem wylądowałem u mysiego kardiologa. Mysi lekarz mnie zbadał i powiedział, że mam serce jak dzwon i żebym nie blokował kolejki, bo inne myszy czekają z prawdziwymi problemami.  Teraz już nie wiem, ani gdzie się mieści moje wielkie serce, ani dlaczego dzwoni. W Kościele też jest dzwon i tutaj jest pewnie rozwiązanie tej zagadki. Tak naprawdę się tym nie przejmuję, bo jestem bardzo szczęśliwy i bardzo zajęty pomaganiem innym. Nie mam czasu, by się zamartwiać sobą, skoro czuję się dobrze. Teraz, jak któraś mysz będzie mi wyrzucać, że mam „za duże serce”, wiem, co mam odpowiadać: że moje serce jest wielkie jak dzwon i dlatego mieszka w Kościele.

Pozdrawiam Was wiosennie,

Mysz Ek.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Mysz Kościelna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Serce większe od myszy

  1. Wiesiek pisze:

    Serce musi pomieścić setki myszy i innych stworzonek. Nasze serce po spotkaniu z Bogiem staje się inne mięsiste i dlatego być może inne myszy uważają,że to takie dziwne. Ja spotkałem się z Bogiem po lekturze książki Josha MacDowella „Zmartwychwstanie” Przeczytałem ją jednym tchem, a uważałem się wcześniej za ateistę-hedonistę. Jak wyczytałem,że Jezus najprawdopodobniej zmartwychwstał to jakoś nieswojo mi się zrobiło i żałowałem że to przeczytałem, ta lektura zburzyła mi świat który był nieco pusty, ale za to mój własny. Postanowiłem spróbować i poprosiłem Boga-o ile jest-aby mnie zmienił i… wyobraźcie sobie- On to rzeczywiście zrobił! Nie było jakichś spektakularnych zdarzeń, ale moje serce zaczęło powoli rosnąć, wpierw to ignorowałem, ale się nie dało- stawałem się coraz wrażliwszy i tak to już jest do dzisiaj-ono nadal rośnie:)Pozdrawiam serdecznie wszystkie myszki i mysze (?) oraz całe stworzenie Boże:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *