…wtedy tylko wiedziałam, gdy doświadczyłam – zrozumiałam…

Kiedyś jechałam pociągiem przez Polskę. W przedziale oprócz mnie jechał też w średnim wieku ‚wojskowy’. Ateista. Rozmawialiśmy nieco. Zwierzył mi się ze swoich problemów małżeńskich i własnej bezradności. Mówił, że już próbował różnych rozwiązań, terapii, teorii. Nic nie przynosiło rezultatu. Małżeństwo rozpadało się i nie widział już możliwości jego naprawy. Choć jeszcze gdzieś na dnie serca wciąż tliła się chyba nadzieja, bo spytał mnie wprost, czy chrześcijaństwo „działa”? Te pytanie uderzyło mnie szczerością i obdarciem z wszelkich mistycznych drgnień duszy. Praksis i tylko ona. Nie pamiętam, w jaki sposób odpowiedziałam, bo tygodniami w głowie brzmiało tylko te pytanie. Nigdy sobie takiego nie zadawałam. Od dziecka byłam wychowana w chrześcijańskiej wierze. Nie miało znaczenia, czy wiara „działa”. Chodziło przecież o relację z Bogiem. Pytanie zostało w mojej głowie, wracając czasem w różnych sytuacjach życia… I dziś mocno wierzę, że zbawienie nie ma wymiaru jedynie eschatologicznego, jako życie wieczne po śmierci, lecz ma również wymiar doczesny – dotykalny, doświadczalny, obecny, wymierny. Ewangelia, wartości Boże, prawo i mądrość życia, jaką daje Bóg przemieniają życie nie tylko chrześcijan, ale też całych społeczeństw. Jest to przemiana nie tylko mistyczna, duchowa, niedostępna naszym oczom, fruwająca gdzieś ponad obłokami i w głębinach naszych przemyśleń, ideałów. Przemiana ta wyraża się w zmianie mentalność i akcji, działaniu, codzienności przesiąkniętej prawdami i wartościami Bożymi (życia, wiary, nadziei, miłości, przebaczenia…). Życie z Bogiem odmienia i uzdrawia relacje, prowadzi do osobistego rozwoju i transformacji kultury. Doświadczyłam i widziałam, jak wygląda życie rodzin, które żyją od pokoleń Ewangelią, jak praktycznie wygląda owo „błogosławieństwo”, które spływa na wszystkich, z którymi żyją i pracują. Z drugiej strony miałam możliwość zobaczyć, jak wygląda życie i jak wiele tragedii przynosi codzienność bez Boga i Jego wartości. Ta drastyczna różnica motywuje mnie do działania i służenia ludziom tak, aby żyli jak najbliżej Boga i dzięki temu doświadczali życia spełnionego, szczęśliwego, pełnego przemieniającego dobra i w obfitości łask Bożych.

Od najmłodszych lat znałam doskonale Pismo Święte, ale najwięcej znałam teorii, której byłam uczona. Życie przyniosło mi doświadczenie i praktyczny wymiar treści, które poznałam. Wtedy wiedziałam, teraz zrozumiałam. Widziałam dramat i złamane więzi, spoglądałam w oczy lęków, dotykałam łkających barków i płaczących serc. Bolały mnie dramaty nie pojedynczych jednostek, co błędne pielgrzymki cierpienia ciągu pokoleń. Usiadłam empatycznie obok bezsilności, próbowałam podnieść jej załamane ręce i dać odrobinę  nadziei… Płakałam też z radości nad szczęściem tych, co poszukują mądrości, potrafią kochać niebanalnie, rozumieją, więc czasem milczą i wspierają innych. Spoglądałam na ludzi-drogowskazy, dotykałam żywych przykładów i karmiłam się mądrością tych, co ją praktykują i mnożą, siejąc każdemu, kto głodny sensu i wcielenia idei.

Jako dziecko patrzyłam na Pismo Święte jak na kodeks prawny z wytycznymi, a wiarę rozumiałam jak egzamin z własnego ja. Teraz Pismo jest studnią mądrości, a wiara – pomocną dłonią wyciągniętą przez Boga, co mówi „biegnij ze mną!”

Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuły, notatki i blog. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „…wtedy tylko wiedziałam, gdy doświadczyłam – zrozumiałam…

  1. gość pisze:

    Wiara, ks.J.Twardowski

    Biło serce w gardle
    Już odszedł-beczałem

    Ktoś nie wiedząc chwycił mnie za ucho
    rzucił jak koc na ziemię-
    – Ucz się wiary- krzyczał

    Pokazałem mu język
    bo wiara to nie nauka
    – to doświadczenie.

  2. monika pisze:

    🙂 jakże trafny wiersz, dziękuję
    odkąd pamiętam, podziwiałam poezję ks. Jana

  3. Mon pisze:

    Pieknie ujmujesz myśli. Teraz po angielsku prosimy 🙂

  4. monika pisze:

    chętnie przetłumaczę w zamian za zapas czasu – może być skondensowany w tubkach 😉

  5. Wiesiek pisze:

    Ciekawe myśli. Byłem kiedyś na warsztatach buddyjskich w Falenicy, chciałem „poczuć ” buddyzm i wracając rozmawiałem ze studentem ,który stawiał pytania o sens życia- był Poszukiwaczem, takim jakim i ja byłem wiele lat temu. Mogłem mu opowiedzieć o Bogu, o tym że buddyzm nie może być moją drogą, bo mam relację z Kimś Kto istnieje pomimo nas i dla nas zarazem, a my powinniśmy odpowiedzieć na Jego wołanie. Rozmowa była ciekawa, ale zarazem zdałem sobie sprawę,że ja już znalazłem i że nie muszę szukać, a może raczej… że mam szukać ale nie tutaj. To tak jak w tej opowieści o śladach na piasku, Bóg wciąż jest przy nas , tylko my ślepi nie umiemy tego dojrzeć… będę tutaj zaglądał:) z Bogiem

  6. Kazimierz pisze:

    Czytając kazanie Pani Moniki mogę utożsamić się z jego zasadniczą myślą związaną z moją wiarą i moim zbawieniem. Zaznacza Pani, że zbawienie ma także charakter doczesny, a nie tylko eschatologiczny. Otóż: zasadniczo w chrześcijaństwie przyjęło się przekonanie, że człowiek otrzymuje zbawienie dopiero po śmierci. Jeśli zauważymy, że od momentu chrztu św. człowiekowi zaoferowane jest przez Jezusa życie nieśmiertelne, to rzeczywiście już w doczesności możemy doświadczać tej wielkiej Bożej tajemnicy naszego zbawienia, czego może na codzień nie dostrzegamy. Czy wiara jest pomocną dłonią wyciągniętą przez Boga do człowieka? Jeśli Pana Boga będziemy prosić o pomoc, z pewnością tę pomoc otrzymamy. Pamiętajmy jednak o słowach św. Pawła z listy do Hebrajczyków. W liście tym czytamy, że wiele osób zaufały Panu Bogu i przez wiarę poszły tą drogą, którą Bóg im wskazał (wiara jako wierność Bogu). Zgodzę się także z tym, że pojęcie wiary zostało omówione w różnych miejscach Pisma św., także w tym kiedy to Pan Jezus powiedział do Apostołów będących w łodzi podczas sztormu: „a gdzie jest wasza wiara?”, albo do św. Piotra: „czemu zwątpiłeś małej wiary?”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *