Czekając na…

Witajcie.
Jak już pewnie wiecie, żyję teraz już nie jako zwykła mała mysz, ale wszystkim znana Mysz Kościelna. Mam za sobą różne przygody, nie zawsze szczęśliwe i dlatego dzisiaj postanowiłem, że nie wyjdę ze swojej dziury póki świat się nie zmieni na lepszy.
(parę godzin później)
Witajcie znowu. Nudzę się czekaniem, aż się świat zmieni na lepsze. W ostatnich godzinach przeczytałem gazetę, umyłem kubeczek i wypiłem chyba z 3 herbaty, chodziłem po swoim małym mieszkanku i mam wrażenie że udeptałem nawet ścieżkę na podłodze. Chyba jest w kształcie owalu. Wyjrzałem ze swojej dziury kilka razy, ale nie widzę zmian. Świat się nie zmienił na lepsze. Czekam dalej.
(parę godzin później)
Czekanie na zmiany jest potwornie męczące. Czuję się, jakbym przerzucił stos drewna na drugi koniec lasu. Na razie bez sensacji, tzn. świat cały czas taki sam. Szkoda, że w kościele, w którym mieszkam nie ma telewizora. Czekam dalej.
(następnego dnia)
Witajcie. Zasnąłem czekając. Wyglądam z mojej  dziury co chwila. Już kończy mi się jedzenie. Nie wiem, dlaczego nie widzę zmian. Zacząłem się poważnie zastanawiać, że może nie potrafię dostrzec zmian świata? Tak naprawdę nie wiem, jak ma wyglądać świat po tych wszystkich zmianach. Chyba świat ignoruje moje wysiłki i nie chce zmian. Jestem głodny. Chyba nie mam sił na strajk głodowy…
(kilka godzin później)
Witajcie. Właśnie wróciłem. Poszedłem szukać jedzenia, nie czekając aż się świat zmieni. Wiem, nie jestem twardy i konsekwentny, ale zapachniało zupą z sąsiedztwa, więc sami rozumiecie… Po drodze spotkałem kolegę Stefana. Wyznałem mu moje obecne dylematy zmieniania świata. Zabrał mnie na gorącą zupę i świeżo pieczony chlebek. Ma swoją wejściówkę w pobliskim barze mlecznym (Dlaczego jest to bar mleczny, skoro nie mogłem znaleźć tam mleka? Może wiecie?). Po posiłku poczułem się jak w niebie. W brzuszku było tak miło i cieplutko. Stefan spytał, czy teraz świat nie wygląda nieco lepiej? Byłem zaskoczony tym nagłym pytaniem. Rozejrzałem się i okazało się, że …tak! Świat się nieco zmienił. Wyglądał na weselszy. W zasadzie nawet nie wiem dlaczego. Wtedy Stefan klepnął mnie po moich szczupłych barkach i niewiele tłumacząc zabrał dwa budynki dalej. Tuż za podwórkiem, za stertą jakiś gratów pokazał mi kilka malutkich myszek. – Wczoraj straciły matkę. Wiesz, tragiczny wypadek. Są głodne. Skombinuj im jakiś kawałek chleba, ogryzek lub pieczonego ziemniaka, a zmienisz świat na lepsze.
(kilka dni później)
Witajcie. Nie mam czasu pisać. Od kilku dni opiekuję się maluchami. Biegam po barach, kebabach, przypadkowych mieszkaniach w sąsiedztwie. Kombinuję jedzenie i znoszę do maluchów. Świat się strasznie zmienił na lepsze. Dla mnie. Jestem taki szczęśliwy, że mogę pomóc. To tak niewiele, ale jestem taki jakiś inny. Odkąd biegam i pomagam, to świat się zmienia bardzo szybko. Teraz wiem, że czekać na zmiany najlepiej robiąc coś dobrego. Słyszałem, że teraz w kościele czekają na Święta. Mam nadzieję, że wychodzą z domu, a nie jak ja kiedyś, wydeptują ścieżki w podłodze. Ciekawie, jak będą wyglądały te Święta i mój zmieniony świat razem. Zobaczymy!
~ Wasz Mysz Ek, grudzień 2012.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Opublikowano w Źródełko. Miesięcznik dla dzieci szkolnych. 
Ten wpis został opublikowany w kategorii Mysz Kościelna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Czekając na…

  1. Jarek pisze:

    Wzruszające i budujące zarazem! Dla mnie bomba!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *