Między Bogiem a kobietą

Jeszcze nie udało mi się usłyszeć z ust mężczyzny-księdza dobrego kazania na temat choćby jednego spotkania Jezusa z kobietami, jakie odnajdujemy w czterech Ewangeliach Nowego Testamentu. Jest tych historii trochę  – każde inne, ciekawe, zaskakujące, budujące. Nie wiem, co jest powodem tego braku? Czy blokadą są stereotypy płciowe? Czy jakiś strach przed światem kobiet? Zderzyłam się jednak wielokrotnie z próbą skrajnej oceny relacji Jezusa wobec kobiet – od takich, które sugerowały jego romans z Marią Magdaleną, aż po stwierdzenia, że skoro Jezus nie miał żony, i nie wybrał żadnej kobiety do grona dwunastu apostołów, to musiał tych kobiet nienawidzić…

Dzisiaj nieco wbrew własnym zasadom, podążę drogą sugestii niektórych męskich teologów, by w czytanej dzisiaj ewangelii zobaczyć pełen napięcia obraz jak z bajecznego romansu. Zobaczymy jednak, jak ta historia się skończy…

Oto przed nami upalne południe na Bliskim Wschodzie, gdzie równie bezlitosny, jak palące słońce jest wiatr i piasek. Po męczącej drodze, znużony i spragniony mężczyzna siedzi przy studni za miastem. Wokół pustka i skwar południa. Niespodziewanie pojawia się kobieta z dzbanem i czerpakiem. Jest zaskoczona obecnością mężczyzny przy studni, oczekiwała, że będzie tutaj sama. Kobieta pragnie uciec od innych, od wzroku i komentarzy, może od osądu i plotek. W końcu po pięciu małżeństwach żyje obecnie z mężczyzną bez ślubu. Może ukrywa w swojej historii jakieś dramaty, jakieś pogrzeby, może rozwody? Możliwe, że po tych historiach kryje w sercu ból, żal, rozczarowanie, rany i blizny dawnych związków? Może ktoś ją skrzywdził? Może życie ułożyło się w dramat? Czy oprócz oczywistego pragnienia wody, nie nosi w swoim sercu innego pragnienia? Może tęskni za miłością, akceptacją, spełnieniem? Może kryją się w jej duszy głębokie pragnienia, których nikt nie ugasił?

Spotyka niespodziewanie młodego wędrowca przy studni. Jest sam. Ta scena może przywołać nam wspomnienia historii starotestamentalnych, kiedy przy studniach spotykały się losy wielu bohaterów, łączyły rodziny i zawiązywały historie miłosne patriarchów. Wędrowiec prosi ją o wodę, mimo, że jest mężczyzną, Żydem, i nauczycielem. Na pewno zaintrygował ją. Rozpoczynają rozmowę pełną podwójnych znaczeń, tajemnic i wyznań.

Nie wiemy, czy kobieta odpowiada na prośbę, czy podaje wodę spragnionemu. Wdaje się jednak z nim w dyskusję, ukazując że dzieli ich przepaść narodowa, kulturowa, zwyczajowa i płciowa. Te przeszkody są murem, dzięki któremu ona nie ma obowiązku odpowiedzieć na prośbę wędrowca, a on nie powinien zwracać się do niej. Tajemniczy mężczyzna już zrobił krok, by zburzyć ten mur podziałów. Teraz odważnie burzy kolejne przeszkody, intrygująco i tajemniczo mówiąc o wodzie żywej, którą kobieta by pragnęła, gdyby tylko znała sekret wędrowca. Ta zaczepka sprawia, że kobieta postanawia wniknąć w wypowiedzianą właśnie zagadkę. Oto mężczyzna mówi o wodzie żywej, czyżby był kimś bardziej znaczącym niż patriarcha Jakub, przy którego studni rozmawiają? Czym jest woda żywa? Mężczyzna odpowiada, że woda żywa gasi na zawsze pragnienie, inaczej niż zwykła woda.

…kto napije się wody, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu.

  W reakcji na te słowa, kobieta entuzjastycznie odpowiada, że chce tej wody, by już więcej nie przychodzić do studni. Oto rozwiązanie jej problemów, jej pragnień, oto doskonała odpowiedź na jej prostą potrzebę ucieczki od ludzi i uwolnienia od własnych pragnień.

I my też często tak reagujemy w naszym spotkaniu z Bogiem. Mamy gotowy pomysł na rozwiązanie naszych problemów, naszych bolączek. Wiemy, jak Bóg ma zmienić nasze życie. I jesteśmy wtedy jak Samarytanka, która wciąż widzi jedynie zwykłą wodę.

A przecież w słowach mężczyzny brzmi już nie tylko woda, nie tylko woda żywa, ale słyszymy teraz o źródle wody wytryskującym ku żywotowi wiecznemu.

W tych słowach brzmi odpowiedź nie tylko na zwykłe pragnienie, kryje się w nich odpowiedź na więcej pragnień, które w sobie skrywa Samarytanka, gdzieś głęboko w sercu, gdzieś głęboko w duszy.

Jezus w odpowiedzi na entuzjastyczną reakcję kobiety, prosi by kobieta przyprowadziła swojego męża i wróciła z nim. Te słowa w ówczesnej  kulturze oznaczały, że napotkany mężczyzna nie ma seksualnych zamiarów względem kobiety, a jednak zależy mu na jej obecności. Jezus chce wrócić do ich rozmowy, ale teraz przy świadkach, na bardziej przyzwoitych zasadach, kiedy można poruszać też głębokie tematy. Samarytanka odpowiada, że nie ma męża. Jezus pochwala jej szczerość i wyjawia tajemnice jej życia, jej dramatów i przeszłości. Otwarcie mówi o jej pięciu mężach i obecnym mężczyźnie, z którym żyje bez ślubu. Nie komentuje, nie osądza, nie krytykuje.

Nie wiemy, czy kobieta zapłonęła rumieńcem, czy wstrzymała oddech, czy może coś ukłuło ją w serce? Mimo, że Jezus pochwala jej szczerość, kobieta szybko zmienia temat i teraz przerzuca uwagę z własnej osoby na osobę rozmówcy.

Uznaje go za proroka i ucieka w temat różnic religijnych między Samarytanami a Żydami, może broniąc się przed zbyt osobistym tonem Jezusa, który dotknął tematu jej wrażliwych doświadczeń. Kobieta więc porusza temat zwyczajów, gdzie Żydzi gardzili religijnością Samarytan, a ci lekceważyli religijność Żydów. Jezus nie chce się wdawać w dysputy o różnicach, lecz przemawia wprost do serca kobiety:

Lecz nadchodzi godzina i teraz jest, kiedy prawdziwi czciciele będą oddawali Ojcu cześć w duchu i w prawdzie; bo i Ojciec takich szuka, którzy by mu tak cześć oddawali. Bóg jest duchem, a ci, którzy mu cześć oddają, winni mu ją oddawać w duchu i w prawdzie.

Moi drodzy, słowa dotykają głęboko kobietę, ponieważ jak widzimy – teraz już nie ucieka w kolejny temat i w kolejne bariery dzielące ją od wędrowca. W końcu następuje chwila, kiedy kobieta otwiera się i docenia wysiłki mężczyzny w przezwyciężaniu przeszkód kulturowych, dzielących tych dwoje. Kobieta sięga do najgłębszych swoich pragnień i nadziei – do duchowych tęsknot. Mówi o Mesjaszu, na którego oczekują Samarytanie, tak jak i Żydzi. Ona też czeka na Mesjasza, który będzie jej duchowym przewodnikiem, który odpowie na jej pragnienia i tęsknoty.

I tutaj emocje sięgają zenitu. Oto bowiem w chwili pełnej napięcia i otwartości serc, padają słowa:

 Ja, który mówię z tobą, jestem nim. 

Sądzę, że te słowa przeszyły duszę Samarytanki jak miecz. Lecz nie miecz bólu, lęku czy przerażenia, lecz jak uderzenie światła, radości czy euforii. Nagle wszystkie wcześniej wypowiedziane słowa, nabierają nowego znaczenia. Nagle opada zasłona niezrozumienia, i pojawia się światło, które spaja całą sytuację w jedno. Teraz Samarytanka wie, że woda, o jakiej mówi Jezus to woda żywa, że rozmawia o zbawieniu, a nie o pragnieniu ciała. Teraz Samarytanka rozumie dlaczego ten mężczyzna przemawia do jej serca, wyjawia jej najskrytsze tajemnice i pragnie obdarować ją źródłem tryskającym ku  żywotowi wiecznemu. W tej chwili kobieta wie, że rozmawiający z nią mężczyzna chce wypełnić pragnienia jej serca, głębsze niż potrzeba ciała czy potrzeba ucieczki przez innymi.

Słowa Jezusa trafiają głęboko w jej duszę, głębiej niż dotrzeć może mężczyzna, czy mąż. Są w niej tęsknoty większe niż pragnienie znaczenia, pragnienie relacji tych najbliższych i tych społecznych, głębsze niż potrzeba stabilizacji i bezpieczeństwa.

Co ciekawe w tej niezwykłej historii – Samarytanka tak głęboko przeżyła spotkanie z Mesjaszem, że pobiegła opowiedzieć innym w mieście o nim. Jej przejęcie, świadectwo i entuzjazm okazały się lekarstwem na naprawę relacji z sąsiadami. Dzięki niej inni poznali Jezusa i spotkanie to przemieniło ich życie.

Moi drodzy, czy możemy z tej historii wysnuć wniosek, dlaczego tak wiele kobiet podążało za Jezusem? Dlaczego chrześcijaństwo na początku pogardliwie nazywane było religią kobiet? Czy Jezus był ideałem mężczyzny, do którego lgnęły kobiety? Myślę, że takie ujęcie tematu mocno upraszcza, w wręcz jest krzywdzące zarówno dla spraw duchowych, jak i samych kobiet. Jezus był kimś więcej niż mężczyzną, niż prorokiem, niż człowiekiem. Jego postawa mówi o tym wielokrotnie, kiedy przekracza on wszelkie bariery kulturowe, religijne, jak i właśnie płciowe. Traktuje kobiety nie tylko z szacunkiem, ale przede wszystkim przemawia bezpośrednio do ich duchowości, do ich najgłębszych pragnień i potrzeb. Więź z żywym Bogiem jest bowiem najgłębszym naszym pragnieniem, którego nasza płciowość nie zmienia i nie determinuje. Kobieta nie potrzebuje męskich pośredników w swojej drodze do Boga, jej kobiecość bowiem wystarczy by Boga przeżyć w pełni, i by ta kobiecość zakwitła jeszcze pełniej właśnie dzięki więzi ze Stwórcą.

To dobra nowina nie tylko dla kobiet.

Nie ma bowiem żadnych barier między Tobą a Bogiem, by żywy Bóg nie mógł przemówić bezpośrednio do Ciebie.

Amen.

Obraz autorstwa Christian Schloe

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kazania. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Między Bogiem a kobietą

  1. Kazimierz pisze:

    Po pierwsze dobrze ujęta jest sprawa, by nie słuchać wrogich informacji na temat życia Jezusa. Jakieś domysły są nam do niczego nie potrzebne! A po drugie: w chwili naszej eschatologii każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu przed Jego trybunałem, jak zapewnił nas św. Paweł. Jednak pamiętać musimy, że Pan Jezus założył swój Kościół, którego jesteśmy żywymi członkami, a w Nim zachowane zostały sakramenty potrzebne nam do zbawienia. Czy można być zbawionym poza Kościołem?… Nie dawajmy retorycznych pytań, gdyż kryje się w nich podstęp pójścia na manowce. Tak więc postać kapłana może być nam pomocna w naszym zbawieniu.

  2. Kazimierz pisze:

    Jak to pięknie, że Pan Jezus rozmawiał z kobietami i to bardzo szczerze: z Kanaanejką, Samarytanką, św. Marią Magdaleną. To one przekazały nam przepiękne prawdy wiary chrześcijańskiej. Także ten obcy trędowaty jako jedyny odwdzięczył się Jezusowi za uzdrowienie, tak jak ów niewidomy przy sadzawce Siloe, albo ten Samarytanin, który pomógł rannemu Żydowi. A my, idąc za takimi przepięknymi przykładami wiary, sami powinniśmy pisać historię współczesnego chrześcijaństwa nie tylko słowem, ale może przede wszystkim czynem. Szkoda tylko, że kazania Szanownej Pani mają tak mało czytelników. A może szczera wiara uczyni cuda, w które dzisiejszy świat raczej już nie wierzy i będzie miała Pani bardzo duże religijne uznanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *