Powszechne kapłaństwo w teologii metodystycznej a ordynacja kobiet

Podstawą teologiczną w zagadnieniu ordynacji kobiet jest zasada powszechnego kapłaństwa, która jest wspólną teologiczną tradycją kościołów protestanckich. Co prawda Kościół rzymskokatolicki również uznaje powszechne kapłaństwo wszystkich wierzących[1], jednak w swojej dogmatyce wyróżnia również tzw. kapłaństwo urzędowe[2], przez które Chrystus nieustannie buduje i prowadzi swój Kościół. Dlatego przekazuje się je przez osobny sakrament, a mianowicie sakrament święceń[3]. Jedynie kapłaństwu urzędowemu przyznaje się działanie in persona Christi Capitis (w osobie Chrystusa-Głowy). Według deklaracji w sprawie możliwości dopuszczania kobiet do święceń kapłańskich Kongregacja Nauki Wiary z 15 października 1976 roku, brak „naturalnego podobieństwa”, które musi zachodzić między kapłanem a Chrystusem, wyklucza zeń kobiety ponieważ w Eucharystii należy w sposób sakramentalny wyrazić działanie Chrystusa, dlatego trzeba pamiętać o tym, że nie byłoby tego podobieństwa naturalnego, jakie powinno zachodzić między Chrystusem i Jego kapłanem, gdyby nie był on mężczyzną; w takiej sytuacji trudno byłoby dostrzec w kapłanie obraz Chrystusa. Chrystus bowiem był i pozostaje mężczyzną[4]. Mimo tak konkretnego stanowiska w sprawie ordynacji, teologia katolicka nie odpowiada na pytanie kobiet o „zbawczy sens” naturalnego podobieństwa mężczyzn do Chrystusa? Idąc bowiem tropem rozumowania Ojców Kościoła, wraz z zasadą, że to, czego Logos we Wcieleniu nie przyjął, nie może być zbawione[5] – pozostaje pytać: czy kobiety zostały odkupione? Tym samym „męski Chrystus” w tradycyjnym rozumieniu teologii katolickiej traci, zdaniem kobiet[6], uniwersalny charakter zbawczy. Dyskusja jest o tyle istotna, że właśnie chrystologia powinna być najpełniejszym symbolem wybawienia z wszelkich grzechów i zła w chrześcijaństwie, symbolem autentycznego człowieczeństwa, wypełnionych nadziei wszystkich jednostek.

Już sam ks. Marcin Luter sprzeciwiał się rzymskokatolickiemu rozumieniu kapłaństwa, jak pisze: Urojono sobie, jakoby papież, biskupi i księża, zakonnicy i zakonnice stanowili tak zwany stan duchowny, zaś książęta, panowie, rzemieślnicy i rolnicy mają być świeckim stanem. To, zaiste, jest osobliwym wynalazkiem. Niechaj jednak nikt tym się nie niepokoi, albowiem w rzeczywistości wszyscy chrześcijanie są duchownym stanem, a nie ma między nimi różnicy oprócz różnicy powołania. My wszyscy mamy jeden chrzest i jedną wiarę, a te nas wszystkich czynią duchownymi. Że zaś papież albo biskup olejkiem świętym pomazuje, ordynuje i wyświęca, to jest to pewien obrządek, ale to jeszcze nie czyni człowieka duchownym. Owszem, my wszyscy przez chrzest do stanu duchownego powołani jesteśmy, jak powiada św. Piotr: „Wy jesteście królewskim kapłaństwem” (1 P 2, 9)[7].

Jak twierdzi prof. A. Skevington Wood, ks. Jan Wesley w swoim nauczaniu bardziej skupiał się na rozróżnieniu między chrześcijanami prawdziwie wierzącymi, a „nominalnymi” niżeli na rozróżnieniu pomiędzy duchownymi a świeckimi. Według ks. Jana Wesleya wszyscy wierzący powołani są do kapłaństwa, o jakim mówi Nowy Testament[8]. Praktycznym wyrazem tych przekonań był brak nacisku na instytucjonalizację ruchu metodystycznego w jego początkach, co zaowocowało w dalszych latach poważnym brakiem ordynowanych duchownych[9]. Początki ruchu metodystycznego otworzyły możliwości na zaangażowanie kobiet w ramach nowej duchowości. Ich gorliwa służba w działalności społecznej, stopniowo poszerzała się o działalność duszpasterską, aż wreszcie i kaznodziejską. Pierwszą metodystką, która publicznie nauczała była Sara Crosby[10], na co dzień kierująca sierocińcem w Leytonstone. Ks. Jan Wesley odniósł się ok. 1761 roku do jej służby dosyć powściągliwie, choć przyznał, że „zupełnie nie wierzę, aby pani w czymkolwiek przekroczyła prawo”[11]. Pierwszą ordynowaną metodystką na urząd diakon była w roku 1866 Helenor M. Davisson w The North Indiana Conference of the Methodist Protestant Church, a na urząd prezbitera – Maggie Ritchie Elliott, która w 1877 roku została duchowną Missouri Methodist Protestant Church[12].

Dyscyplina Zjednoczonego Kościoła Metodystycznego jasno wypowiada się, że istnieje jedność służby w Chrystusie, chociaż istnieją różne powołania, dary i łaski (Ef 4,4-16). (…) Żadna ze służb nie jest podporządkowana innej[13]. Tradycja Zjednoczonego Metodyzmu uznaje, że osoby świeckie jak i osoby duchowne, otrzymały dar i powołanie od Boga, by kierować Kościołem. Służebne przywództwo tych osób jest zasadnicze dla misji i posługi wspólnot[14]. W Zjednoczonym Kościele Metodystycznym znajdują się ci, którzy są powołani do służebnego przywództwa, zarówno świeccy jak i ordynowani. Powołania te są udokumentowane przez specjalne dary, dowody łaski Bożej oraz obietnicę użyteczności. Boże powołanie do służebnego przywództwa jest wewnętrzne, ponieważ trafia do poszczególnej osoby, oraz zewnętrzne przez wnikliwość i uprawomocnienie Kościoła[15].

Kościół metodystyczny w swoim rozumieniu „powszechności kapłaństwa” stara się iść krok dalej, być może (?) by nie zostawiać przestrzeni na domysły. W Księdze Dyscypliny paragraf 140 podkreśla inkluzywność Kościoła, w jego samo rozumieniu powołania od Boga. Włączenie wszystkich oznacza otwartość, przyjęcie oraz wsparcie, które umożliwia wszystkim ludziom uczestnictwo z życiu Kościoła, społeczności i świata. Dlatego włączenie wszystkich jest zaprzeczeniem wszelakich przejawów dyskryminacji. (…) W Zjednoczonym Kościele Metodystycznym otwartość oznacza wolność do całkowitego włączenia wszystkich osób, które spełniają kryteria Księgi Dyscypliny Zjednoczonego Kościoła, do członkostwa i przywództwa[16].

Chrześcijaństwo religią społeczną

Ks. Jan Wesley rozumiał chrześcijaństwo jako religię społeczną[17], dlatego teologia metodystyczna, jak i wszelkie działania Kościoła (kulturalne, liturgizne, społeczne, charytatywne) mają cel przemiany społeczeństwa. Ordynacja kobiet w metodyzmie ma więc wymiar nie tylko przekonań teologicznych, co również cel społeczny, którym jest promocja roli kobiet w społeczeństwie, jaka dokonała się po wiekach nierównouprawnienia[18]. Zgodnie z zasadami Socjalnymi Zjednoczonego Kościoła Metodystycznego mężczyzna i kobieta mają jednakową wartość w oczach Bożych. Metodyści odrzucają błędne przekonanie o wyższości jednej płci nad drugą, tak samo jak tzw. „walkę płci”, czy też przekonanie, że jedna płeć może zyskać miłość, władzę, szacunek jedynie kosztem drugiej płci[19]. Ponad to, Kościół metodystyczny wzywa do poczynienia wszelkich kroków w kierunku wyeliminowania stereotypów związanych z rolą płci w obrazie i praktyce życia rodzinnego oraz wszelkich aspektach aktywności, tak zawodowej, jak i opartej na wolontariacie, na polu kościelnym i społecznym. Uznajemy prawo kobiet do równego traktowania w dziedzinie zatrudnienia, odpowiedzialności, awansu i wynagrodzenia. Uznajemy potrzebę obecności kobiet na stanowiskach decyzyjnych na każdym szczeblu Kościoła czy społeczeństwa oraz zachęcamy instytucje do zagwarantowania ich obecności poprzez odpowiednią politykę zatrudnienia i rekrutacji. Wspieramy akcję afirmatywną jako jeden ze sposobów zwalczania nierówności i praktyk dyskryminacyjnych w naszym Kościele i społeczeństwie[20].

[1] Por. Katechizm Kościoła Katolickiego, Poznań 1994, [1546] s. 367.

[2] Por. Tamże, [1547].

[3] Tamże.

[4] Kongregacja Nauki Wiary, Deklaracja o dopuszczeniu kobiet do kapłaństwa urzędowego „Inter insigniores” (1976), w: W trosce o pełnię wiary. Dokumenty Kongregacji Nauki Wiary 1966-1994, [red. J. Królikowski, Z. Zimowski], Tarnów 1995, ss. 110-122.

[5] Chodzi m.in. o słowa św. Ireneusza, że „Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek mógł stać się Bogiem”, por. W. Hryniewicz, Teologia prawosławna o przebóstwieniu człowieka, w: W. Granat, Ku człowiekowi i Bogu w Chrystusie, t.1, Lublin 1972, s. 409.

[6] Dyskusja od ponad 40 lat toczy się w ramach teologii katolickiej, szerzej por.: R. Radford Ruether, The Liberation of Christology from Patriarchy, „Religion and Intellectual Life”, nr 3, Spr. 1985.

[7] M. Luter, Pismo do chrześcijańskiej szlachty narodu niemieckiego o poprawie stanów chrześcijańskich, www.luter2017.pl dostęp z dn.10.05.2017.

[8] Por. A. Skevington Wood, The Priesthood of all Believers. The Practical Expression of the Principle in Wesley’s Methodism, https://biblicalstudies.org.uk/, dostęp z dn. 10.05.2017.

[9] Por. Tamże.

[10] M. Lalievre, Jan Wesley. Jego życie i dzieło, Warszawa 2006, s. 275.

[11] Tamże, s. 276.

[12] http://www.gbhem.org/clergy/clergywomen/history, dostęp z  dnia 10.05.2017.

[13] The Book of Discipline of the United Methodist Church,  Nashville 2012, [§131], s.96.

[14] Tamże, [§134], s. 97.

[15] Tamże, [§138], s. 98.

[16] Tamże, [§140], s. 99.

[17] Zob. Por. J. Wesley, Poucz mnie o tym, czego nie wiem. Zbiór kazań, Pielgrzym Polski, Warszawa 2001, s. 281.

[18] Por. P. Kantyka, Ku wspólnemu rozumieniu Kościoła. Eklezjologia dialogu katolicko-metodystycznego, Lublin 2008, s. 171, za: R.E. Davies, What Methodists Believe, s. 41.

[19] Por. Zasady Socjalne Kościoła Ewangelicko-Metodystycznego, Warszawa 2015, ss. 16-17.

[20] Tamże, s. 25.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teolożka feministyczna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Powszechne kapłaństwo w teologii metodystycznej a ordynacja kobiet

  1. Kazimierz pisze:

    Bardzo dobrze, że poruszony został problem powszechności kapłaństwa. Zasada powszechności kapłaństwa istnieje w całym chrześcijaństwie, choć nie każdy zdaje sobie z tego sprawę w codziennym życiu. Sprawa dotyczy zarówno mężczyzn jak i kobiet. Zwróćmy uwagę, że umierające dziecko może ochrzcić na przykład pielęgniarka i ten chrzest z punktu widzenia wiary będzie ważny. Każdy z wierzących ma wręcz obowiązek moralny zawołać kapłana do osoby umierającej na przykład w przypadku wypadku samochodowego i ten uczynek może być zbawienny dla osoby w ostatniej chwili jej życia. Prawdą jest, że chrześcijaństwo jest religią społeczną, jak zaznaczyła Szanowna Pani w swoich rozważaniach. Jedna z pieśni religijnych posiada tytuł: „Gdyby Pan nam nie dał chleba”. Zastanówmy się co by się stało, gdyby rzeczywiście Pan nam nie dał chleba, gdyby nie niósł krzyża i na nim nie umarł, gdyby nie zmartwychwstał – po prostu nie mógłbyś wiecznie żyć. Stąd jest tutaj zawarta nadzieja dla każdego wierzącego, ale i dla całej społeczności kościelnej na życie w społeczności niebiańskiej – nasza wspólna ojczyzna jest przecież w niebie! W. A. Mozart w swoim Requiem ukazał jednak pewien niepokój moralny w momencie związania się z ideami przeciwnymi chrześcijaństwu w kontekście spraw wiecznych, pozostając nadal dzieckiem Bożym. Piękna pieśń „Ciągły niepokój na świecie, wojny i wojny bez końca” [„Unfriede herrscht auf der Erde”] wyszła na przeciw tej kwestii w kontekście ostatecznego zaufania Panu Bogu. Podsumujmy: w wielu Kościołach chrześcijańskich istnieje przekonanie, że tylko osoby dorosłe są świadome przyjęcia sakramentu chrztu św. Skoro my wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi, to także dzieci mają prawo dostąpić tej zbawiennej łaski, szczególnie w czasach gdy nikt z nas nie zna ani dnia, ani godziny… Serdecznie Panią pozdrawiam.

  2. Kazimierz pisze:

    W artykule pojawiła się pewna nieścisłość. W języku niemieckim zazwyczaj do ewangelickiego pastora mówiło się per „Panie Pastorze”. Dopiero po II Soborze Watykańskim powstało raczej grzecznościowe powiedzenie „Ksiądz Pastor”, czy ksiądz wyznania prawosławnego. Jednak wielu dodaje, że pastorzy nie są księżmi, gdyż istnieje problematyka nie uznawania przez nich realnej obecności Chrystusa w Najświętszym Sakramencie według nauki katolickiej. Sprawa może być prawdopodobnie postawiona następująco: pastor uznaje katolicką naukę o Najświętszym Sakramencie z równoczesnym uznaniem pastora jako księdza. Stąd obecnie pisanie per „ks. Jan Wesley” jest nadinterpretacją, gdyż zapewne osoba będąc Metodystą nie mogła być w owym czasach uznana za kapłana w sensie katolickim. Powinno być napisane w artykule pastor Jan Wesley.

  3. Kazimierz pisze:

    Św. Tomasz z Akwinu pozostając obrońcą teologii katolickiej, nie pisał w szczególności o teologii feministycznej, gdyż czasy były takie, że miał o wiele poważniejszy problem na głowie. Podczas niewoli awiniońskiej papież Jan XXII w XIV w. głosił w swoich kazaniach jedynie prywatny pogląd teologiczny jakoby dusze zmarłych oczekiwały zbawienia wiecznego do czasu końca świata. W kontekście spraw kobiet był to także wątek teologii feministycznej. Dziś możemy stwierdzić, że ów papież wyprzedził czasy, w których żył i dlatego nie mógł być zrozumiany w swoim środowisku. Pogląd papieża Jana XXII nie został uznany za oficjalne nauczanie Kościoła Katolickiego na zasadzie nieomylności urzędu, gdyż uważano, że była to herezja katarska, która przeniknęła ówczesny Kościół Katolicki. Przeciwstawił się owej herezji św. Tomasz z Akwinu, którego poglądy były akurat na czasie. Pamiętać jednak należy, że niewola awiniońska uzależniła francuskich papieży od bieżącej polityki państwa francuskiego owych czasów i dlatego też papież nie mógł przebić się ze swoimi poglądami w tamtym otoczeniu. Tutaj dostrzec powinniśmy fakt, że nie można tak od razu odchodzić od poglądów św. Tomasza z Akwinu, gdyż przez wiele lat w świadomości wierzących i oddanych Kościołowi Katolików herezja była zawsze była uznawana za herezję, która oddala człowieka od ducha Pisma św. Na podstawie nauki o Łasce Bożej uznano bowiem, że nieśmiertelna dusza człowieka zaraz po śmierci może osiągnąć zbawienie będąc oczyszczona z grzechów co może dotyczyć zarówno kobiet jak i mężczyzn, co wiąże się także z teologią feministyczną. Tak więc dopiero od czasów Reformacji można było rozwijać te poglądy, które znane były już wcześnie papieżowi Janowi XXII, choć dzisiaj nikt już o tym nie pamięta.

  4. Kazimierz pisze:

    Chciałbym w tym miejscu zdać relację z rozmowy trzech młodych kobiet w wieku około 20-21 lat, studentek filozofii, które spotkałem przed moim blokiem. Rozprawiały między sobą o osobie Zygmunta Freuda, który podobno miał utożsamić kobiety z masochistkami, a dalej z sadomasochistyczną relacją wywodzącą się z feminizmu. Czy tak jest naprawdę, tego nie wiem!!! Owe studentki swoje rozważania podpierały także informacjami z młodzieżowych forów internetowych, raczej nie ciekawych w dalszych rozważaniach. Powstało w tym przypadku fundamentalne pytanie: czy poruszony problem nie poniża kobiet? Czy nie utożsamia kobiet z seksualnymi niewolnicami? W odpowiedzi zaznaczono wśród młodych studentek filozofii, że mamy tutaj do czynienia z upokorzeniem w zakresie zabaw tylko dla dorosłych, z dodaniem, że każdy ma prawo mieć swoje fantazje. Zgodnie z ludzkimi fantazjami, na podstawie teorii Zygmunta Freuda, jak relacjonowały młode studentki filozofii, mężczyźni pragną mieć podniecającą i agresywną kobietę [dodając znowu przykłady z nieciekawych młodzieżowych forów internetowych], gdy w ten sposób mężczyźni dowodzą, że teologia feministyczna ma swoje życiowe uzasadnienie. Amerykańskie kobiece filmy kowbojskie, choć są dzisiaj uznawane za klasykę światowego kina, według spotkanych przed blokiem młodych studentek filozofii, są w obecnych polskich realiach jeszcze uznawane za religijne science fiction i będzie trzeba jeszcze z pewnością bardzo długo czekać, by polskie społeczeństwo było w swych poglądach identyczne z amerykańskim w USA. Na koniec owej rozmowy [przyznam, że na bardzo niskim poziomie intelektualnym przy ciągłym dodawaniu informacji z internetu] przypomniała mi się sztuka teatralna grana w polskiej telewizji jeszcze w czasach komuny, zatytułowana: „Moskwa – Pietuszki”, kiedy to tamtejszy pijaczyna zastanawiał się jak powinno się poprawnie mówić: „Goethe” czy „von Goethe”. Przyznam, że temat teologii feministycznej jest bardzo ciekawy, lecz wywody owych młodych studentek filozofii przypomniały mi ową sztukę rodem ze Związku Radzieckiego, dziś już może filozoficzne archaiczną, choć także wartą naszego zastanowienia się.

  5. Kazimierz pisze:

    Na młodzieżowych niemieckich forach internetowych zauważyłem bardzo ciekawy wątek religijny związany z teologią feministyczną, którego chciałbym w tym miejscu zrelacjonować. Otóż: do Hanoweru przybyła młoda polska redaktorka w wieku około 30 lat. Rozmawiała z Niemką mającą około 60 lat. Rzecz polegała na tym, że owa Niemka prowadziła miejsce schadzek dla panów, będąc bardzo modną obecnie w Niemczech kobietą-dominą. Nie mogła zrozumieć owa Niemka dlaczego Polacy są jeszcze tacy religijni. Dodawała, że Polacy kierując się poglądami rzekomo już dawno archaicznymi, mając na uwadze potrzeby fizjologiczne mężczyzn. Młoda polska redaktora przepraszała ową Niemkę, że naród polski jest jeszcze taki zacofany religijnie. Tyle, że, według mojej oceny, nikt nie prosił owa Polkę by przepraszała Niemkę w czyimś imieniu. Poza tym można zapytać się: co oznacza pojęcie zacofanie? Pobożność? Poglądy człowieka na przykład w sprawie teologii feministycznej? Dla owej Niemki pośmiewiskiem jest chodzenie do Kościoła na nabożeństwa na zasadzie totalnego obciachu bez względu na wyznanie. Dla niej cenniejsze były odbywające się mecze piłki nożnej! Z drugiej strony poruszała problematykę teologii w kontekście seksuologii człowieka uważając, że czas mężczyzn na świecie się skończył, że światem powinny rządzić kobiety, gdy mężczyzna powinien być tylko tymczasową laleczką zaspokajającą pewne potrzeby kobiety bez żadnego związku, z dodaniem, że kobieta-domina jest kobietą przyszłości. Rozumiem fakt, że obecnie młodzież jest taka jak jest [szczególnie w internecie], lecz nie sądzę by w najbliższej przyszłości poglądy owej Niemki miały być szczególnie docenione w Polsce. Stąd jakieś tam przeprosiny tytułem rzekomego zacofania Polaków nad Wisłą uważam za nietakt wobec tych, którzy mają prawo być wierzącymi i mający poglądy religijne z dziedziny teologii feministycznej.

  6. Kazimierz pisze:

    Kopernik wstrzymał słońce i ruszył ziemię, choć doskonale znając mentalność ówczesnego Kościoła przeciwstawił się jemu lansując świecką naukę dedykowaną papieżowi, którą uważano za drwinę ze świata duchowego. Dzięki tej świeckiej koncepcji udowodniono doświadczalnie, że ziemia jest okrągła. To niestety stało się podstawą ateistycznej idei negacji Boga. Obecnie teolodzy wychodząc z owych błędnych założeń naukowo-ateistycznych starają się odwrócić pozycję nieba w stosunku do ziemi, w wyniku czego „normalką” jest zachowanie dużej części młodzieży, która nie uznaje małżeńskiego życia sakramentalnego, także nie uznając tego, co jest ewidentnym pojęciem grzechu. Istnieje nawet błędne doszukiwanie się w Ewangeliach tego, co nie powinno człowiekowi przejść nawet przez chwilę na myśl (relacja Jezusa względem chociażby św. Marii Magdaleny). Stąd teologia feministyczna jest zjawiskiem naukowym bardzo ciekawym, choć należy do sprawy podejść dość ostrożnie, by nie wpaść w ślepą uliczkę bez wyjścia, tak jak św. Piotr wątpiąc zaczął tonąc będąc jeszcze na jeziorze.

  7. Kazimierz pisze:

    Kiedyś w „Przewodniku Katolickim” przeczytałem informacje z naukowego sympozjum z 2008 r. na temat kobiet. Przedstawiciel Kościoła Katolickiego zauważył, że istnieje katolicka teologia feministyczna opisująca święte kobiety występujące na kartach Pisma św. Temu spostrzeżeniu przeciwstawili się teolodzy ewangelikalni, a także przedstawicielka poznańskiej teologii, dzięki którym dowiedziałem się, że tak naprawdę istnieje tylko i wyłącznie chrześcijańska teologia feministyczna ukazująca dyskryminację kobiet jak i nowe spojrzenie na płciowość kobiety i mężczyzn. Po przeczytaniu artykułu przypomniały mi się słowa kelnera Wasiaka z kultowego już filmu „Stawka większa niż życie”, który w obecności Hermanna Brunnera, jak i Hansa Klossa zeznał, że „dobrze, że ta Niemka wróciła, gdyż ona zawsze dobrze pracowała”. Hermann Brunner wyjaśnił Hansowi Klossowi, że Edyta Lausch była podobno jego kuzynką, gdy ów człowiek miał być po prostu osobą spaloną. Hans Kloss odpowiedział Brunnerowi, by nie bredził, gdyż osoba zeznająca po prostu była karmiona wódką. Dla Hermanna Brunnera najważniejsze były zeznania na piśmie, nie wnikając w szczegóły co mogło się stać następnie z osobą zeznającą. Przenosząc opisany przeze mnie wątek filmowy na sprawę teologii feministycznej mogę jedynie dodać, że wielu naukowców jest po prostu jakby z księżyca. Nie rozumiem dlaczego w rozważaniach naukowych (jakże często na piśmie) oddziela się katolicyzm od chrześcijaństwa w przypadku spraw kobiecych? To jest absurd! Ja nigdy nie podważałem chrześcijańskich korzeni wielu Kościołów Ewangelickich, choć jeszcze nie tak dawno w Poznaniu tylko na kaplicy przy ul. Grunwaldzkiej był jeden napis: „Kościół Ewangelicki” [obecnie Kościół Ewangelicko-Augsburski]. Pamiętam, jak jeszcze w latach 80-tych XX wieku w Poznaniu mówiło się słowo „Metodyści”, gdy dopiero obecnie dodaje się: „Kościół Ewangelicko-Metodystyczny”. Tylko idiota mógłby podważać chrześcijańskie korzenie tego co jest prawdziwie chrześcijańskie (w tej grupie są także Katolicy). A jednak wśród naukowców można niestety znaleźć wielu błaznów, którzy chcąc mieć doktorat, czy habilitację napiszą nawet najgorszą brednie by zaistnieć mediach. Naukowe spostrzeżenie, że nie ma feminizmu katolickiego jest dla mnie tak wielką niedorzecznością, wręcz zastanawiającą jak profesorowie mogą zaliczać takie „nowatorstwo nieartystyczne”?… Innym razem na Uniwersytecie jeden z profesorów lansował „dogmat o nieistnieniu Pana Boga”, gdy po paru dniach widziałem owego profesora w jednej z kaplic w Poznaniu położonej przy ul. Grunwaldzkiej. Można się zapytać: komu podajesz równocześnie swoje ręce? Bogu i mamonie? Dobrze, że Pan Jezus w Ewangelii właściwie nam ten wątek wyjaśnił.

  8. Kazimierz pisze:

    Ostatnio byłem świadkiem sympozjum naukowego zatytułowanego dość nieszczęśliwie: „Czy Jezus nas poniża?” Celem sympozjum było nowoczesne spojrzenie na sprawy teologiczne, a także ekumeniczne w chrześcijaństwie. Jedna z prelegentek zauważyła, że skoro obecnie modna jest czarna odzież, dawniej utożsamiana jedynie z żałobą, dziś jest rodzajem urody, to tak samo należałoby przewartościować terminologię chrześcijańską, by przeciągnąć wiernych do Kościoła. Słowo poniżanie, troszkę związane także z teologią feministyczną, uważam jednak jeszcze za przesadę, gdyż tak nigdy nie było, by Jezus kogokolwiek miał poniżać, choć temat wart był omówienia. Inna z prelegentek zauważyła, że powszechnie uważa się, że w przypadku ‚in vitro” dawca powinien poczuwać się do płacenia alimentów na swoje dzieci. Uznała, że bycie dawcą może być utożsamiane ze zdradą małżeńską w przypadku zatajenia sprawy przez kobietę przed mężem w kontekście zapłaty za usługę przez kobietę na rzecz dawcy. Dodano, że w takim przypadku ‚in vitro” ma charakter ohydny w przypadku urodzenia pozamałżeńskiego dziecka. W tym przypadku sprawę uznano za poniżenie sakramentu małżeństwa, a także szacunku dla życia. Omówiony przeze mnie wątek nie posłuży do szerszego spojrzenia na sprawę teologii feministycznej w ramach naukowego sympozjum.

  9. Kazimierz pisze:

    Chciałbym w tym miejscu powiedzieć, że na problem teologii feministycznej należałoby także spojrzeć w odwrotny sposób, czyli feminizm teologii. I co z tego otrzymamy? Spójrzmy na pewien przykład z niemieckich stron internetowych. Oto dwie panie biorą ślub ze sobą. Jest to ślub jednopłciowy. Wszystko odbywa się w pięknej scenerii, jest także biała suknia ślubna, jest także pieśń „Ave Maria”. No właśnie: czy ta pieśń, wszystkim zapewne znana, pasuje do owej uroczystości?… Dla mnie jest to pewne wykolejenie pociągu, który zamiast jechać do Sopotu, pojechał w odwrotną stronę do Zakopanego. Stacja końcowa była, tyle, że nie ta właściwa. Podajmy drugi przykład: oto młoda pani, urody latynoskiej, poderwała młodą blondynkę, która początkowo oponowała, by ostatecznie ulec. Cóż ta młoda blondynka zrobiła? Uległa! Czy jest to zło? Powiem: kolejne wykolejenie pociągu jadącego do niewłaściwej stacji. Tak więc feminizm teologii, czy teologia feministyczna, zapewne istnieją i istnieć będą, lecz zastanówmy się: jaka jest tutaj podstawa programowa, byśmy idąc za szybko, jak pociąg ekspresowy, nie wpadli w ślepą uliczkę bez wyjścia.

  10. Kazimierz pisze:

    Gdyby Jezus był kobietą? Oto jest pytanie, nad którym Pani przez chwilę zastanowiła się w swoim życiu! Gdyby – choć czy warto gdybać? – skoro Jezusa znamy takiego jakiego znamy? Zbawił świat – tak, oczywiście, ale i zapłacił za swoje odważne poglądy – niewątpliwie powiedziała Pani prawdę. Prawdą jest też, że obecnie Pismem św. bardziej zajmują się teolodzy niż zwykli ludzie. Niejeden bardziej woli wypić butelkę piwa niż pójść do Kościoła (pomijając już w tym momencie różnice w poszczególnych konfesjach chrześcijańskich). Pamiętam takich, co w wieku dojrzałym nie wiedzieli jak mają się przeżegnać, a nawet mieli problem by wymienić dziesięć przykazań! Niejeden powie: niemożliwe, a jednak możliwe. Pielgrzymki, magiczne zjawiska, dewocja – w tym przypadku mam nieco odmienne zdanie. Podam tylko kila przykładów: Teresa Neumann – słynna bawarska stygmatyczka, kobietą cierpiąca przez całe niemal swoje życie. Gdy w latach 60-tych XX wieku, co zapewne Pani pamięta osobiście, Teresa Neumann umierała, to komunistyczne, a zarazem ateistyczne gazety rozpisywały się w PRL-u, że to jest przykład średniowiecza, że przecież nie ma cudów, tyle, że nikt nie dodał, że skandalem było wyśmiewanie się z czyjegoś cierpienia w godzinę śmierci człowieka. Teresa Neumann pozostała przecież dla wielu kimś niezwykłym. A Bruno Groening? Powie Pani, ze to magia? Dla wielu Niemców w 1949 r. w Bawarii był niesamowitym uzdrowicielem, gdy ateiści i medycy niemieccy wołali, by z takimi ludźmi po prostu nie trzymać. Pielgrzymki? Pamiętam jak ateistyczna komuna w latach 80-tych XX wieku w PRL-u wołała do ludzi umierających, by nie jeździli do Lourdes, gdyż to miała być dewocja i anormalność, wręcz jakaś histeria i to zbiorowa. Nikt z nas nie odważyłby się dzisiaj tak powiedzieć do osoby, która 5 minut przed śmiercią szuka ostatniej drogi ratunku: fizycznej i duchowej. Ówczesna komuna miała za nic ludzkie uczucia, co Pani z pewnością pamięta. Czy pobożność to jest magia? Gdybyśmy tak patrzeli na sprawę to całe chrześcijaństwo jest jedną wielką magią, a tak przecież nie jest. Wiara to nie jest magia i nigdy wiary nie przyrównujmy do magii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *