spotkania, co przychodzą same

Pukanie do drzwi.
Weronika biegnie by otworzyć. Uchyla skrzypiących, drewnianych drzwi by zobaczyć „JĄ”.
-Ach to Ty…! Witaj, wejdź. Cieszę się, że przyszłaś…
Weronika starym tropem biegnie do kuchni przygotować herbatkę. Wie, że jej gość lubi herbatę korzenną, albo każdą inną, dziwną byle by „nie zwykłą”. Gość bowiem również niezwykły
– Chcę porozmawiać… – szepnęła nieśmiało
– Wiem. Przepraszam, że wcześniej nie miałam czasu by obgadać wszystko, by poukładać słowa zdarzeń, myśli snów.
Weronika znów się tłumaczy, choć obiecała gorąco już sobie, że nigdy więcej tłumaczeń, nigdy więcej winy…
– Nie, nie rozumiesz. Nie przyszłam rozmawiać tak zwyczajnie. Przyszłam aby „pobyć razem”. Nie chcę słyszeć słów, chcę obecności.
– Dobrze – odparła uśmiechnięta Weronika, której spodobał się pomysł. – Może popatrzymy razem na zachodzące słońce?
– Owszem – odparła przyjaciółka.
Siedzą teraz bez słów. Pochłonięte do reszty kolorami miodu, karmelu i amarantu.
Weronika myśli o swojej towarzyszce. Zazwyczaj odwiedza ją niespodzianie. Czasami namolnie, dzień po dniu, czasami z długimi przerwami, które płyną miesiącami. Czasami przychodzi jako mała, drobna dziewczynka z wielkimi niebieskimi oczami. Bardzo często jako nieśmiała nastolatka, zagubiona całkowicie. Rozmawiają burzliwie o życiu, zmianach, relacjach, ważnych osobach, autorytetach, głodzie miłości i akceptacji. Tematów nie ma końca… Jednak jak przychodzi jako mała dziewczynka, nie chce rozprawiać o ważnych sprawach, tylko chce dziecinnych zapewnień o nieprzemijającym świecie, o wiecznej miłości i krainach rozległych, które kryją mnóstwo skarbów. Ważniejsze są wtedy dylematy: czy smok wawelski miał rodzeństwo? czy można dzisiaj zostać czarodziejką? czy koty rozumieją nasze myśli? Baśnie płyną miedzy słowami, jak piasek między palcami. Naturalnie, wesoło i bezkreśnie.
Kiedy przychodzi jako nastolatka ma wiele emocji, z którymi sobie nie radzi. Trzeba więc najpierw dać im prawo bytu i wyrazu, a potem dopiero rozmawiać na dany temat. Oprócz rozmów ważne są również gesty. Dotyk dłoni, przytulenie, poklepanie po barkach. Niby proste, a jak ważne. Weronika stara się pamiętać o każdym szczególe. Wie doskonale, że po każdej jej wizycie, rzeczywistość nabiera jaśniejszych barw, że płuca nabierają jakby inne powietrze. Chociaż powietrze się nie zmienia. Chmury cały czas te same, krople deszczu, źdźbła traw, pąki kwiatów… ale Weronika jest inna. Pogodzona.
Pogodzona ze sobą samą. A jak pogodzona ze sobą, to również pogodzona z całym światem.
Gdy nagromadza się znów złe emocje, gdy za mało czasu poświęci sobie, gdy pęd spraw zakłóci wewnętrzny ład… znów usłyszy ciche pukanie do drewnianych drzwi. Jej wybawienie od znikomości, jej nadzieja na harmonie i równowagę.
Jej spotkaniom zawsze towarzyszą aniołowie, one sprawiają, że czas się zatrzymuje i wisi w miejscu, jak ciepłe powietrze letnim popołudniem. Dzięki tym spotkaniom Weronika spotyka siebie tu i teraz, spotyka siebie kilka lat wcześniej i samą siebie lat wiele temu. Zaspakaja zaspane potrzeby, które się budzą. Cieszy na nowo starymi pytaniami, rozpamiętuje cienie przeszłości, przywołuje do siebie dalekie chwile, własne doznania.
Podróż tuż za powiekami do odległych krain własnego ja…
Ten wpis został opublikowany w kategorii Weronique. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *