introwertyczna świątynia odnowy

Jest takie szczególne i niedostępne innym miejsce, gdzie Weronika szuka odnowy i możliwości powrotu do wewnętrznej równowagi. Tęskni do tego niezwykłego miejsca ilekroć zapomni żyć w rytmie własnego ciała, oddychać w tempie muzyki własnej duszy. Ilekroć hałas zagłuszy jej ciszę i wewnętrzną potrzebę by być samą. Samą i jedyną, cichą jak tafla jeziora wczesnym rankiem, jak szron na źdźble trawy…
Gdy zraniona jest nieznośnym hałasem i przytłaczającym tłumem, krwawi tęsknotą samotności i odpoczynku. Wypływa wtedy na samotne wojaże do odległej i niedostępnej świątyni. Tam stopę postawić może tylko ona. Jedynie jej dłoń dotknie soczystego mchu i wesołych liści lasu, otaczającego te niezwykłe miejsce.
Jej tajemnicza świątynia spowita jest blaskiem księżyca i otoczona głębokim i bezkreśnie zielonym lasem.
Weronika przypływa tutaj na płytkiej łódce pośród spokojnej tafli jeziora i oddycha niezwykle głęboko, tak, że świeżość powietrza dociera do wszystkich komórek jej zmęczonego ciała. Razem z ożywczym tlenem do płuc, a potem do krwi docierają nowe siły.
mgłaBudzi się więc komórka po komórce, tkanka po tkance, przy nutach niezwykłej muzyki duszy. Jej szare ciało znów nabiera kolorów, a oczy błyskają kolorem nadziei-zielenią piękna i soczystą; tak soczystą, że wypuszcza pod wpływem mrugnięcia powieką-łzy, jak krople letniego deszczu.
Dusza jej lewituje jak mgła nad taflą jeziora w rytm płynącej muzyki, póki siły nie wrócą do równowagi.
Gdy tylko ciało odżywa, rytm muzyki przyśpiesza, zamieniając się w pełne emocji serce bałkańskich melodii. Tafla jeziora drga coraz szybciej, a ciało porywa taniec. Emocje rządzą ciałem, poruszając płynnie dłońmi, rękami, nogami, biodrami… Wir muzyki i ruchu, ciało radośnie poddało się pod władzę pędzących emocji. Tańczy jak liście w wirze jesiennego wiatru, po utratę tchu…
Weronika nigdy nie odpływa ze swojej świątyni równie spokojnie, jak tu przypłynęła. Jej nowe siły domagają się ekspresji. Dosiada więc konia i gna galopem przez las. Gałęzie i liście zaczepiają jej rozwiane włosy, czasem szarpiąc i zadrapując ramiona. Ale w szaleńczym pędzie radości te małe chłosty stają się tylko zaczepną zabawą drzew. Weronika gna patrząc przed siebie i łapiąc oddech całymi płucami.
Tak, taka jest jak odzyska siły.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Weronique. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *