Bóg kobiet

Kobiety tworzą Boga na swój wzór i podobieństwo, tak jak mężczyźni teolodzy tradycji chrześcijańskiej, widzący w Bogu męskie przymioty. Bóg feministek nie jest kolejnym bogiem naszych czasów, ale próbą uzupełnienia obrazu Boga o przymioty żeńskie, które pomagają feministkom w odbudowie tożsamości religijnej. Aleksander Gomola w swoim studium językoznawczo-teologicznym nad teologią feministyczną stwierdza, że odmienne konceptualizacje Boga odgrywają różne role w dyskursie religijnym, zgodnie z potrzebami uczestników tegoż dyskursu[1]. W tej perspektywie zauważa, że feministyczne określenia Boga jako matki, spełniają rolę terapeutyczną i nadającą sens ludzkiemu cierpieniu.

Teolożki tworzą nowy język i pojęcia teologiczne z perspektywy silnej świadomości dyskryminacji we wspólnocie wiary. Ich propozycje rozumienia Boga są czasami tylko rozwinięciem tradycyjnych konceptualizacji Boga w chrześcijaństwie, lub stanowią zupełnie nową jakość teologiczną[2]. Warto dodać, że feministyczne konceptualizacje ze względu na własny kontekst historyczny, uwzględniają dorobek wiedzy, który wypracowały nowożytne nauki przyrodnicze, co już jest źródłem odmienności wobec tradycji chrześcijańskiej. Na pierwszy plan w propozycjach teologii feministycznej wysuwa się przedstawienie Boga jako matki (dawanie życia, troska, opieka nad dziećmi). Ten obraz Boga służy do przedstawiania Jej[3] w kategoriach immamencji i bliskości wobec ludzi, czy przedstawień nowego rozumienia teodycei[4].

Bóg feministek jest zaangażowany w rzeczywistość świata. Nie jest jedynie dawcą życia, który znika z horyzontu doświadczenia dziecka, jak często czyni to ojciec, lecz jak matka – pozostaje w ścisłej więzi ze światem bezustannie. Bóg-Matka jest również twórczą i pozostającą w relacji mocą istnienia, która ożywia, podtrzymuje i spowija wszechświat, jak również współcierpi ze wszechświatem.



[1] Zob. A. Gomola, Bóg kobiet. Studium językoznawczo-teologiczne, Tranów 2010, s. 267.

[2] Zob. Tamże, s. 268.

[3] Zaimek „Jej” używam świadomie, choć Aleksander Gomola zgrabnie unika form żeńskich zaimków w określaniu Boga w swojej książce; od czego jednak nie uciekają feministki, które są podmiotem jego badań.

[4] A. Gomola, s. 268.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teolożka feministyczna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Bóg kobiet

  1. Bogumiła pisze:

    Moim skromnym zdaniem , prawdziwa natura Boga to doskonała harmonia kobiecości i męskości. Trudno uznać , aby Bóg był li tylko kobietą bądź mężczyzną. W moim odczuciu jest zarówno idealnym Ojcem i Matką , jest Duchem Doskonałym przenikającym nasze serca na sposób macierzyński i ojcowski ( w zależności od naszych potrzeb duchowych i emocjonalnych ). Kwestia dyskryminacji kobiet w Kościele katolickim odnośnie posługi kapłańskiej jest zamykaniem ważnej drogi , ważnego nurtu Miłości i Harmonii Bożej w Ofierze Ciała i Krwi Chrystusa.Osobiście bardzo lubię zwracać się do Boga poprzez żeńską formę Matko, ale i forma Ojca jest mi bliska i dopełnia poczucia harmonii oraz przynależności do Istoty Doskonałej i Pierwszej.

  2. Kazimierz pisze:

    W tym przypadku artykuł jest za dalekim odejściem od chrześcijańskiego widzenia Boga. Bóg rzeczywiście jest duchem, jak tę prawdę przekazuje nam Pismo św. Pamiętać jednak musimy, że już pierwsze słowa Księgi Rodzaju mówią nam, że to Bóg stworzył niebo i ziemię [cytat z jednego z łacińskich przekładów średniowiecznych: „In principio eravit Deus celustra”]. Zawarta jest w tym przypadku bezosobowa myśl filozoficzna dotycząca Boga. Pamiętam, jak pod koniec poprzedniego systemu, a było to około 1988 r., w ówczesnym Dzienniku Telewizyjnym, pokazywano w formie wręcz dziwacznej sensacji, jak to kobiety w Norwegii miały się raczej w niewielkim gronie modlić do „Pani Boga”. Środki masowego przekazu w czasach komuny wzdrygnęły ramionami na tę sprawę, łącznie z ówczesną prasą różnych chrześcijańskich wyznań nie dodając żadnego komentarza. Dlatego też uważam, że obecnie jeszcze nie czas na tak daleko posunięte innowacje religijne, jak poruszony w tym przypadku problem. Najpierw powinien powstać szereg poważniejszych „posunięć naukowych” z dziedziny filozofii, następnie teologii, by ostatecznie mogli tą sprawą zająć się zwykli ludzie. Jeśli dotychczas sprawa „kobiecości” nie wypłynęła w świecie teologicznym na światło dzienne, to widocznie są jeszcze za wielkie blokady, których nie da się przeskoczyć. Walenie głową w mur niczego nie da. Mur berliński, choć powstał w określonych warunkach geopolitycznych i był symbolem „najlepszego systemu na świecie”, runął także we właściwym momencie, gdy czasy były już inne. Warto o tym pamiętać. Zobaczmy: mur chiński istnieje do dzisiaj i jak na razie nikomu nie jest po drodze likwidować to, na czym można zarobić miliony (turystyka). To są tylko przykłady, choć z innej dziedziny niż teologia. Uważam, że mogą być nam przydatne, by nie być kąpany w gorącej wodzie dodając, że już od razu powstanie na przykład teologia feministyczna. Na koniec zapamiętajmy: na wszystko przyjdzie swój czas, a co będzie wartościowe w oczach Bożych, to się ostoi. To jest myśl płynąca z Pisma św.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *