nowa suknia

Weronika siedzi w przytulnej kuchni. Trudno ubrać w słowa, co sprawia owe wrażenie „przytulności”? Czy nieskończona ilość bibelotów, wystająca z półek, szafeczek, ścian i parapetów, czy też zapach ziół zmieszanych z zapachem kwiatów, mielonej kawy i cynamonu? A może widok tych świeczek, co paliły się najpewniej poprzedniego wieczoru w kolorowych lampionach? Weronika ogarnia wzrokiem każdy miły szczegół. Nasyca się głodem ciekawości o tajemniczą historię każdego zdjęcia w ozdobnej ramce, każdym zasuszonym bukiecikiem kwiatów, lub pożółkłą kartką pocztową, o pozaginanych od starości i setek razy czytania rogów, wystającą zza uroczych obrazków…

Przed jej nosem pojawia się kubek o grubych ceramicznych, ręcznie kształtowanych brzegach. Miły zapach białej herbaty z cytrusami uderza w noc, co ciekawsko zanurzył się w gorącą mgłę nad kubkiem. Co za miłe obudzenie w te sobotnie przedpołudnie {Weronika musi się budzić kilkanaście razy na różne sposoby każdego dnia,  póki nie wybije południe}.

Na przeciwko siada stara kobieta. Piękne długie włosy okalają jej twarz porytą zmarszczkami. Zmarszczki tak ukształtowały tą piękną twarz, że nawet w chwilach smutku, złości czy niezadowolenia, twarz wciąż ma wyraz uśmiechu. Tak to już bywa z osobami z wesołym usposobieniem na stare lata. Uśmiech zostaje na zawsze wpisany jak świadectwo mijających dziesięcioleci i wieczny testament na przyszłość.

Weronika nigdy nie pamięta w co ta stara kobieta się ubiera. Zawsze bowiem ma fartuch. Kolorowy fartuch zostaje w pamięci, niezależnie, co właśnie chroni przed zabrudzeniem, co chowa pod spodem. Tak więc Weronika zawsze zauważa fartuchy – kolorowe, szyte własnoręcznie, zdobione kwiatami, wizerunkami owoców, liści, …wszystkie piękne.

Uśmiechnięta twarz i ten kolorowy fartuch zostają jak wizytówka w głowie Weroniki. To jej Babcia. To jej mentorka.

Weronika popija aromatyczną herbatę. Za każdym łykiem wlewa się ciepło do jej duszy. Zupełnie jak te promienie słońca, co wpadają właśnie przez drewniane okna do kuchni.

Weronika wpadła bez powodu, tak by wypić herbatę i tyle… tak myślała. Coś ją uwiera na dnie serca i tak jakoś stopy ją same tu zaprowadziły. Teraz siedzi zadowolona jak kot na ciepłym słońcu.

Stara kobieta opowiada o wiośnie, o kwiatach, co właśnie zakwitają lub mają zakwitnąć. Weronika uwielbia ją słuchać, chyba niezależnie o czym rozmawiają. Tulipany, więc w myślach biegną za dziką różą, czy kwiatami czeremchy. Aż można poczuć ten słodki zapach… Weronika jednak kłuje się, a to kolcami róży, a to suchymi gałązkami czeremchy, a to ostrymi końcami liści… Stara kobieta uważnie patrzy na nią, zamilkła.

Nagle Weronika w źrenicach tej starej kobiety widzi lustra. Małe lustereczka właśnie odbijają jej postać. Przygląda się sobie z ciekawością i zdziwieniem nieoczekiwanego zjawiska. Mruży oczy, nieco zaniepokojona. Widzi w swoim odbiciu chudą twarz, suche włosy – zupełnie jak siano, szarą, starą sukienkę, bladą twarz. Co za smutna kobieta tam spogląda na mnie? Dlaczego te odbicie takie szare i smutne, skoro właśnie zaczęła się wiosna? Zupełnie w twarzy kobiety z odbicia, nie widać, że jest młodą kobietą. Twarz staruszki wydaje się bardziej żywa. Weronika zaniepokojona tym widokiem, czuje się nieco zmieszana.

– Nie musi tak być, słyszy. Jesteś przecież kimś innym. Uszyj swoje życie na nowo. Uszyj swoje serce…

Oczy miłości, które patrzą na nią, nie oceniają, nie krytykują, a jednak pokazują prawdę.

-Idź na spacer do lasu. Taki piękny dzień…

Weronika zarzuca swój płaszczyk. Wychodzi. Mimo dziwnego doświadczenia, czuje się dziwnie silnie. Napływają z każdą chwilą w jej ciało nowe siły. Zupełnie jak wiosenne soki w otaczające ją teraz brzozy. Weronika już nie spaceruje, nie idzie, lecz biegnie co tchu przed siebie.

W domu zrzuca z siebie różowoszary płaszczyk społecznych oczekiwań, z guziczkami ostracyzmu. Rzuca go na ziemię. Po chwili jednak podnosi i wręcz teatralnie wrzuca do kosza na śmieci. Zdejmuje następnie szarą, nudną i starą sukienkę, która dostała od niekochającej ją matki. I tak dawno już była za mała – uwierała brzydką stójką w szyję, rękawy przetarły się na łokciach. Sukienka jest brzydka do przesady, poza granice estetycznej przyzwoitości. Jej celem było, by Weroniki nie było widać, by zniknęła pod tą sukienką, by wszystko, co w niej wyjątkowe i piękne – zszarzało, by wszystko, co żywe i twórcze – przyblakło.

Weronika zasiada do maszyny do szycia. Wygrzebała najpiękniejsze materiały, najpiękniejsze dodatki. Szyje pełna pasji. To będzie nowa sukienka. Wszystko w tej sukience jest niezwykłe, niepospolite, rzadko spotykane… Rękawy rozszerzane na końcach, obszyte delikatną koronką; dekolt duży z wystającą delikatnie falbanką… Mnóstwo materiału i zdobień. Materiał w kolorze mieniącej się zieleni, o wyrazistym, soczystym odcieniu. Niezwykły, jak i cała suknia…

W końcu Weronika skończyła. Nie czuje z podniecenia zmęczenia. Nakłada sukienkę i nie może nasycić się swoim odbiciem w lustrze. Mogła by patrzeć bez końca. Oto idealna sukienka dla niej, pasuje bezbłędnie – i do figury, i do charakteru, i do koloru jej serca… Weronika rozpuszcza spięte włosy, nakłada buty.

Ogarnęła ją nieodparta chęć podzielenia się tym swoim sukcesem ze starą kobietą. Biegnie więc przez las, co tchu do swojej mentorki, tak bardzo odmieniona od samej siebie dzisiejszego poranka. Ku swemu zdziwieniu widzi, jak spod jej sukienki, za muśnięciem materiału, rozkwitają kwiaty na ścieżce. Trawa nabiera intensywnego koloru, wręcz fosforyzuje swoim blaskiem. Nieco zdziwiona biegnie dalej. W płucach czuje świeże i ożywcze powietrze. Wiosna. Życie. Jej życie…

Stara kobieta stoi w oknie, jakby czekała na Weronikę. Uśmiecha się. Weronika wpada do jej domu zdyszana. Nie mówi nic z tego bezdechu. Stara kobieta nie czeka na wyjaśnienia. Podchodzi do swojej szafy, z której wyjmuje ozdobne pudełko. Szpera w nim chwilę. Wyjmuje biżuterię. Ale jaką! Takiej pięknej biżuterii Weronika jeszcze nie widziała. Stara kobieta nakłada Weronice najpierw naszyjnik, a następnie podaje kolczyki. Weronika biegnie do lustra. Co za widok! Nie może znów nasycić się swoim odbiciem. Jest tak piękny. Ona jest piękna. Niepospolicie piękna…

– Suknia idealne pasuje do Ciebie. Jest cudowna dla Twojego ciała. Bądź tak samo dobra dla swojego serca, swojej duszy. Żyj i ożywiaj. Teraz możesz, bo kochasz siebie na nowo…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Weronique. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „nowa suknia

  1. Darek pisze:

    🙂 🙂 🙂

  2. Jarek pisze:

    Niby proza, ale jest jak poezja … i to zdjęcie! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *